Malowanie AI kiedyś i dziś. Dlaczego dobra koloryzacja starego zdjęcia nie powstaje w dwie minuty?
Dziś bardzo łatwo powiedzieć: „AI pokolorowało zdjęcie”.
Jedno kliknięcie, kilka sekund czekania i gotowe. Obraz z przeszłości nagle dostaje kolor. Brzmi prosto. Może nawet zbyt prosto.
Problem polega na tym, że dobra koloryzacja historycznej fotografii nigdy nie była i nadal nie jest tylko mechanicznym „pomalowaniem obrazka”. To nie jest zabawa w kolorowankę. To jest połączenie retuszu, wiedzy o epoce, wyczucia estetyki, pracy graficznej, doświadczenia i interpretacji.
AI może pomóc. Czasem bardzo. Ale AI nie zastępuje oka, wiedzy i decyzji człowieka.
Jak to wyglądało kilka lat temu?
Kiedy zaczynałem kolorować stare fotografie blisko 7 lat temu, dzisiejsze narzędzia AI albo jeszcze nie istniały, albo działały bardzo prymitywnie. Owszem, pojawiały się pierwsze automatyczne skrypty do koloryzacji, ale ich efekt często był loterią.
Drzewa? Zielone.
Twarz? Czasem różowa, czasem fioletowa.
Ubranie? Jak algorytm zgadł.
Niebo? Niebieskie, nawet jeśli zdjęcie było z ponurego, jesiennego dnia.
AI nie rozumiało kontekstu. Nie wiedziało, że skoro ludzie stoją w płaszczach, jesionkach i kapeluszach, to raczej nie jest środek lipca. Nie rozpoznawało pory roku, klimatu miejsca, realiów epoki. Potrafiło pomalować jesienne drzewa na soczystą zieleń, jakby właśnie zaczynały się wakacje.
I wtedy zaczynała się prawdziwa praca.
Trzeba było usiąść do zdjęcia i poprawiać wszystko ręcznie. Warstwa po warstwie. Fragment po fragmencie. Twarze, oczy, dłonie, ubrania, szyldy, pojazdy, kamienice, niebo, bruk, światło, cień. Czasem jedna kurtka potrafiła zająć więcej czasu niż komuś dziś zajmuje wrzucenie całego zdjęcia do aplikacji.
Są fotografie, nad którymi siedziałem sześć, siedem, a nawet dziewięć godzin. Jedno zdjęcie. Jeden kadr. Tyle detali, tyle drobiazgów, tyle mikrodecyzji, że trudno to wytłumaczyć komuś, kto widzi tylko efekt końcowy.
AI nie zna historii Warszawy
Dzisiejsze narzędzia są znacznie lepsze. Potrafią więcej, szybciej i często zaskakująco dobrze. Ale nadal nie mają świadomości historycznej.
AI nie wie, jakie kolory miały warszawskie tramwaje w danym okresie. Nie wie, że nie każdy tramwaj może być żółty, niebieski albo czerwony tylko dlatego, że „ładnie wygląda”. Nie wie, czym różniła się stylistyka Warszawy od Wrocławia, Krakowa czy Berlina.
AI nie wie, jak ubierali się ludzie w latach 20., 30. czy 60. Nie rozumie, że przedwojenna elegancja miała swoją paletę: beże, brązy, szarości, zgaszone zielenie, granaty, czerń, naturalne tkaniny, wełniane płaszcze, kapelusze, jesionki. Nie wszystko było pstrokate, jaskrawe i współczesne.
Dlatego można dziś zobaczyć w internecie koloryzacje, w których przedwojenna Warszawa wygląda jak przypadkowy festyn kolorów. Tramwaje mają barwy z innego miasta, ubrania wyglądają jak z katalogu współczesnej mody, a ulica traci swój historyczny charakter.
Kolor sam w sobie nie wystarczy.
Kolor musi być prawdopodobny,realny i przenoszący widza do epoki.
Koloryzacja to interpretacja, nie tylko technika
Dobre opracowanie starej fotografii polega na tym, żeby wydobyć z niej życie, ale nie zniszczyć jej ducha.
To bardzo cienka granica.
Można zrobić koloryzację bardzo współczesną, filmową, mocniejszą, bardziej atrakcyjną wizualnie. Można też pójść w stronę stylu vintage, delikatniejszego, bardziej zgaszonego, bliższego dawnym materiałom fotograficznym i kolorystyce epoki. Każda z tych decyzji jest wyborem artystycznym.
Trzeba rozumieć światło. Trzeba czuć kadr. Trzeba wiedzieć, gdzie obraz ma oddychać, a gdzie wymaga podbicia detalu. Trzeba zdecydować, czy dana scena ma wyglądać bardziej dokumentalnie, czy bardziej plakatowo. Czy ma przypominać stary slajd, kadr filmowy, fotografię prasową, czy współczesną rekonstrukcję obrazu.
To nie jest poprawianie zdjęcia „po autorze”. To jest ponowne odczytanie obrazu. Nadanie mu współczesnej formy przy zachowaniu szacunku do oryginału.
Stara fotografia jest jak partytura.
Koloryzacja jest wykonaniem tej partytury na nowo.
Co naprawdę dzieje się po drodze?
Osoba, która widzi gotową pracę, najczęściej nie widzi całego procesu.
Nie widzi usuwania uszkodzeń.
Nie widzi odszumiania i poprawiania detalu.
Nie widzi ręcznego retuszu twarzy.
Nie widzi maskowania fragmentów obrazu.
Nie widzi poprawiania błędów po AI.
Nie widzi pracy z kontrastem, światłem, fakturą i ziarnem.
Nie widzi decyzji, czy dana elewacja powinna być ciepła, chłodna, brudna, wypłowiała czy świeższa.
Nie widzi szukania odniesień historycznych.
Nie widzi prób, cofania, poprawiania, porównywania i zaczynania fragmentów od nowa.
A to właśnie tam jest praca.
AI może zaproponować kolor. Ale człowiek musi ocenić, czy ten kolor ma sens.
AI może pomalować tramwaj. Ale człowiek musi wiedzieć, czy taki tramwaj rzeczywiście mógł tak wyglądać.
AI może pokolorować ubranie. Ale człowiek musi rozumieć, czy ten kolor pasuje do epoki, klasy społecznej, pory roku i charakteru sceny.
AI może stworzyć obraz. Ale człowiek nadaje mu kierunek, styl i wiarygodność.
Dlaczego styl jest rozpoznawalny?
Po latach pracy zaczyna się tworzyć własny język wizualny. Tak jak malarz ma sposób prowadzenia pędzla, fotograf ma sposób kadrowania, a grafik ma własne wyczucie kompozycji, tak koloryzator ma swój sposób budowania obrazu.
To widać w tonacji.
W świetle.
W kontraście.
W sposobie traktowania skóry.
W kolorach ubrań.
W relacji między realizmem a nastrojem.
W tym, czy obraz jest krzykliwy, czy szlachetny.
W tym, czy stara fotografia nadal wygląda jak stara fotografia, tylko jakby ktoś otworzył okno do przeszłości.
Dlatego czasem wystarczy spojrzeć na koloryzację i od razu wiadomo, kto ją zrobił. To nie jest przypadek. To efekt setek godzin pracy, prób, błędów, poprawek i budowania własnego stylu.
„Przecież to nie twoje zdjęcie”
To jeden z najczęściej powtarzanych argumentów, kiedy ktoś nie rozumie, czym jest opracowanie graficzne.
Oryginalna fotografia może mieć swojego autora, swoją historię i swoje źródło. To jest jedna sprawa. Ale koloryzacja, retusz, rekonstrukcja, interpretacja kolorystyczna i finalne opracowanie obrazu to osobna praca twórcza.
Nie chodzi o to, żeby udawać autora pierwotnego zdjęcia. Chodzi o to, że finalna wersja obrazu nie powstała sama. Ktoś podjął setki decyzji. Ktoś poświęcił czas. Ktoś nadał temu konkretną formę wizualną. Ktoś zbudował kolor, nastrój, światło i charakter.
Jeśli ktoś bierze gotową, wielogodzinną koloryzację, usuwa podpis albo używa jej jako własnego materiału, to nie bierze „obrazka z internetu”. Bierze czyjąś pracę.
A za tą pracą stoi czas, doświadczenie i warsztat.
Podstawa prawna: koloryzacja jako autorskie opracowanie
W przypadku zdjęć znajdujących się w domenie publicznej nie chodzi o to, że staję się autorem pierwotnej fotografii. Autorem zdjęcia źródłowego pozostaje jego pierwotny twórca, jeśli jest znany. Natomiast wykonana przeze mnie koloryzacja, retusz, rekonstrukcja, remastering i opracowanie graficzne stanowią osobną twórczą warstwę obrazu.
Podstawą jest ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
Art. 1 ust. 1 mówi, że przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, utrwalony w jakiejkolwiek postaci. Ochrona obejmuje więc nie tylko pierwotne zdjęcie, ale również twórcze opracowanie graficzne, jeśli zawiera indywidualny wkład autora.
Art. 2 ust. 1 wskazuje, że opracowanie cudzego utworu — na przykład przeróbka, adaptacja lub inna twórcza modyfikacja — również jest przedmiotem prawa autorskiego. Koloryzacja, remastering, rekonstrukcja i autorskie opracowanie starej fotografii mogą więc być chronione jako osobne opracowanie.
Art. 2 ust. 2 dodaje, że korzystanie z opracowania wymaga zgody twórcy utworu pierwotnego, chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. Właśnie to ma znaczenie przy zdjęciach z domeny publicznej: skoro prawa majątkowe do fotografii źródłowej wygasły, można ją twórczo opracowywać, a nowe opracowanie może mieć własną ochronę prawną.
Oznacza to jasno: nie muszę być autorem pierwotnego zdjęcia, aby być autorem jego koloryzacji, rekonstrukcji, retuszu i finalnego opracowania graficznego.
Chroniona jest moja praca twórcza: dobór kolorów, światła, stylu, klimatu, historycznej wiarygodności, obróbka detalu, rekonstrukcja zniszczeń, przygotowanie do druku i cała finalna forma wizualna.
Dodatkowo:
Art. 16 chroni autorskie prawa osobiste, czyli między innymi prawo do autorstwa utworu, oznaczenia go własnym nazwiskiem lub pseudonimem oraz prawo do nienaruszalności treści i formy utworu.
Art. 17 daje twórcy wyłączne prawo do korzystania z utworu, rozporządzania nim oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu.
Art. 78 pozwala twórcy dochodzić ochrony autorskich praw osobistych, między innymi żądać zaniechania naruszeń, usunięcia ich skutków oraz publicznego oświadczenia.
Art. 79 przewiduje ochronę autorskich praw majątkowych, w tym możliwość żądania zaniechania naruszeń, usunięcia ich skutków, naprawienia szkody oraz wydania uzyskanych korzyści.
Dlatego jeśli ktoś bierze moją gotową koloryzację, usuwa podpis, publikuje ją jako własną albo wykorzystuje komercyjnie bez zgody, nie korzysta po prostu ze „starego zdjęcia z internetu”. Korzysta z mojego autorskiego opracowania, które jest chronione prawem.
AI jest narzędziem. Nie autorem całego procesu
Nie mam problemu z AI. Przeciwnie — korzystam z nowych technologii, testuję je i wykorzystuję tam, gdzie naprawdę pomagają. Dzisiejsze narzędzia potrafią przyspieszyć część pracy i dać świetny punkt wyjścia.
Ale punkt wyjścia to nie koniec drogi.
Dobra koloryzacja nadal wymaga człowieka. Wymaga decyzji. Wymaga korekty. Wymaga smaku. Wymaga wiedzy o epoce. Wymaga cierpliwości.
AI może zrobić coś szybko.
Rzemiosło polega na tym, żeby zrobić to dobrze.
Dlaczego o tym piszę?
Piszę o tym, bo coraz częściej słyszy się, że „AI zrobiło wszystko w dwie minuty”. To bardzo wygodne zdanie. Tylko że ono zwykle pomija lata pracy, nauki, prób i błędów.
Dziś ktoś widzi gotowy obraz i myśli, że powstał natychmiast. Ale nie widzi tych wszystkich fotografii sprzed lat, które trzeba było kolorować ręcznie. Nie widzi godzin spędzonych na poprawianiu detali. Nie widzi budowania warsztatu wtedy, kiedy narzędzia były słabe, niedokładne i często bardziej przeszkadzały, niż pomagały.
Dzisiaj jest łatwiej. To prawda.
Ale łatwiej nie znaczy automatycznie.
Szybciej nie znaczy bez pracy.
AI nie oznacza braku autora.
Za każdą dobrą koloryzacją stoi oko człowieka. Jego decyzje, doświadczenie, pamięć wizualna, wyczucie historii i stylu.
Bo kolorowanie starej Warszawy to nie jest tylko nadawanie barw czarno-białym zdjęciom.
To próba przywrócenia oddechu miejscom, ludziom i chwilom, które dawno zniknęły. To budowanie mostu między przeszłością a współczesnym spojrzeniem. To praca na granicy dokumentu, grafiki, historii i wyobraźni.
I właśnie dlatego dobra koloryzacja nie powstaje w dwie minuty.
Nawet jeśli komuś z boku bardzo wygodnie jest tak myśleć.
Pozdrawiam serdecznie Bogdan Markowicz

Zostaw komentarz